Podział obowiązków
wrzesień 18th, 2008To wnosi pozorną równowagę w podział ról. Zilustruję to małą scenką z życia małżeńskiego. Mąż wraca do domu, rzuca teczkę w kąt. pada w płaszczu na krzesło. ?Gdzie ona się, u licha, podziewa!” - myśli poirytowany. Po chwili pojawia się żona.
- Przepraszam, miałam coś na kuchni! - bąka. Zdejmuje mu buty.
- Nie ciągnij tak! - burczy mąż.
- Och, wybacz, nie chciałam! - żona zabiera buty i płaszcz, przynosi kapcie, pan domu maszeruje w kierunku fotela.
- Do diabła, czy ty zawsze musisz kłaść swoje rzeczy na moim fotelu! - z wściekłością łapie robótkę, brutalnie wpycha jej do rąk.
- Ach, przepraszam, zapomniałam…
- Kiedy wreszcie będzie to jedzenie?!
- Zaraz, zaraz, już podaję. - Mąż burczy coś pod nosem, otwiera gazetę. Żona podaje obiad.
- Smakuje ci, dobre? - pyta. Mąż, nie podnosząc oczu znad talerza:
- Ta zupa jest za gorąca…
I tak dalej, przez cały wieczór. Taki facet zawsze się do czegoś przyczepi… będzie krytykować bez końca, i tak to jest przez całe małżeństwo. Co by się stało, gdyby pewnego dnia ten mężczyzna sam powiesił płaszcz, zdjął buty, odłożył na bok druty i wełnę, powiedział, że zupa jest świetna? Dla żony byłby to szok, katastrofa, cały jej system wartości załamałby się. Poświęciła się, wszystko robiła dla niego, w każdej chwili gotowa była mu służyć - a teraz to wszystko ma przestać istnieć? Była najzupełniej przekonana, że on nie da sobie bez niej rady - a tu okazuje się, że owszem, że sobie poradzi. Mężczyzna zniósłby w ten sposób własną zależność, która była usprawiedliwieniem jej podporządkowania, zniszczyłby wewnętrzne poczucie równowagi.
Oczywiście, do takiej gry potrzeba zawsze dwojga. Ona mogłaby od razu nie zgodzić się na tego rodzaju podległość, ustanowić inne reguły, a wtedy on nie objąłby roli domowego tyrana. Nie możemy zawsze zwalać winy na innych, skoro godzimy się grać według ich reguł. Jeśli ja spełniam oczekiwania, to jest to moja reakcja, a nie czyjaś wina. A jeśli ich nie spełniam, to jest to czyjś problem, nie mój. Wtedy to ci inni muszą sprawdzić, czy mają prawo do takich oczekiwań, czy ja zechcę je spełnić. Lecz gdyby jednostki miały podejmować decyzje wyłącznie na podstawie własnego poczucia wartości, byłoby to niewygodne dla innych. W takim przypadku trudno kierować ludźmi, planować życie społeczne, które opiera się na wzajemnych usługach i korzyściach..